Trzy Rewy

Dawno, dawno temu szeroką i głęboką rzeką Redą spławiano grube bale drewna z Puszczy Darżlubskiej. W okolicach Rewy przy Bece na placach składowych dokonywano ich segregacji przed wysyłką w świat. Mieli rewianie swój kościół pod wezwaniem świętego Rocha z wyniosłą wieżą, na której zawieszone były trzy dzwony: „Barbara”, „Mikołaj” i „Wojciech”. Największy z nich – „Wojciech” – odzywał się wyłącznie w największe święta lub na wielką trwogę. Z bogatej Rewy nieustannie wypływały szkuty z różnorodnymi towarami. Do wsi przypływały żaglowce z wszelkim dobrem. Dobrobyt wpłynął na upadek dobrych obyczajów: mieszkańcy stawali się zarozumiali i pogardzali tymi, którym powodziło się nie najlepiej. Przestali też uczęszczać do kościoła, mimo ciągłego napominania przez plebana. Nic nie docierało do rewian, aż nastała noc świętego Wawrzyńca i przyszedł wielki sztorm. Silny wiatr usypał wał piachu zwany dziś Rewią Mielizną i odciął szkutom dostęp do pełnego morza, a tym samym całego świata. Rewianie bez morza byli niczym. Zaczęli cierpieć głód. Znów przyszedł sztorm, jeszcze straszniejszy niż poprzedni. Tym razem wieś pochłonęły wodne otchłanie. Stopniowo z biegiem lat znów na brzegu pojawiły się chaty dzisiejszej Rewy, bo po tej pierwszej nie było już śladu. Niektórzy twierdzą, że zdarza się, iż w wyjątkowo pogodną noc, stojąc na Szperku, można usłyszeć nieco przytłumiony dźwięk „Wojciecha”. Są też tacy, którzy powtarzają przepowiednię, która ponoć spełni się w niezadługiej przyszłości. Przewidywana nawałnica zmiecie po raz kolejny Rewę, pozostawiając jedynie jej część powyżej Bukowego lasu. Będzie to kolejna – trzecia już – Rewa.

Jadwiga Piernicka